Ukazał się zbiór nienowych, choć ciekawych esejów Noama Chomsky’ego. Okraszony posłowiem, w którym autor został przedstawiony jako typ spod ciemnej gwiazdy.
Właściwa część książki do mnie przemawia. Dyżurny lewak Ameryki lat 70. i 80. XX w. zastanawia się w tekstach nad paradoksem „siły i opinii”. Nawiązując do ulubionych tradycji filozoficznych (np. David Hume), Chomsky przeprowadza wywód, w myśl którego każda władza – oprócz faktycznej kontroli aparatu przymusu (państwo) – musi jeszcze zdobyć legitymację opinii publicznej. Bez tego żadna się nie utrzyma. Wiedzą o tym także rządy działające w ramach liberalnych demokracji. I dlatego tak bardzo starają się mieć swoje media. Takie, które z jednej strony nie kwestionują fundamentalnych założeń systemu (np. wyraźnego podziału na rządzące elity i rządzony lud), a z drugiej – na tyle „zewnętrzne” wobec władzy (nawet pozornie), by utrzymać wiarygodność. Na takim fundamencie można budować przekonującą dla wszystkich opowieść o czwartej władzy, która kontroluje pierwszą.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.