Można by pomyśleć, że o Witkacym wiadomo już wszystko, zwłaszcza odkąd nakładem PIW ukazała się pełna edycja listów do żony. Artysta zwierzał się w nich z najintymniejszych spraw w swoim życiu: miłości, fascynacji erotycznych, nawiedzających go stanów melancholii i rozpaczy, opowiadał o rozległych relacjach towarzyskich i zakopiańskich skandalikach.

Ale Witkacy nie przestaje fascynować. Nic dziwnego – trudno chyba o bardziej wyrazistą i nieszablonową postać międzywojnia. Był ekscentrykiem, niezmordowanym showmanem, który uwielbiał przykuwać uwagę i szokować. Bywał uroczy, zabawny, nieprzewidywalny. Specjalizował się w błazenadach i skandalach, od których huczało nie tylko wśród mieszczuchów, ale i w światku artystycznej bohemy. Trudno było odgadnąć jego zamiary. Z idealnego kompana do wszelkich towarzyskich przedsięwzięć w jednej chwili potrafił się zmienić w chmurnego i nieprzystępnego samotnika. Publiczny wizerunek Witkacego nie był tylko pustą pozą – znakomicie współgrał z jego twórczością, zarówno w obrębie literatury, jak i sztuk wizualnych. Dziś nietrudno się domyślić, że maska wiecznego błazna i demona musiała skrywać wiele lęków, niektórych nabytych jeszcze w dzieciństwie, w dość nietypowej rodzinie Witkiewiczów. Ale to inna historia.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Być może gdyby nie listy do żony, książka Małgorzaty Czyńskiej byłaby skazana na niekompletność. Brzmi to jak paradoks, ale Witkacy do spraw małżeństwa podchodził w sposób równie nieszablonowy co jego ojciec. Czyńska w „Metafizycznym haremie” sugeruje, że specyficzny stosunek Witkacego do kobiet i relacji erotycznych miał źródła w niewierności Stanisława Witkiewicza seniora i poczuciu solidarności małego Stasia z upokarzaną matką. Dorosły Witkacy nie uniknął jednak tej samej pułapki. Jego kobiety również cierpiały, również czuły się upokarzane. Ekscentryczny artysta potrafił uwodzić. Jego kochanki nie tylko mogły się poczuć prawdziwie uwielbiane, lecz również wkraczały automatycznie w barwny światek artystyczny, spotykając najwybitniejszych twórców i największe umysły epoki. Nie wiedziały jeszcze, że lecą jak ćmy do ognia, a chwile orgiastycznej euforii opłacą wysoką ceną. Niektóre, jak narzeczona Witkacego Jadwiga Janczewska, nawet życiem.

Czyńska tworzy serię fascynujących portretów kobiecych. Każdy z nich opatrzony zdjęciem wykonanym przez Witkacego. Te fotografie mówią często więcej niż portrety wykonane pastelami. Witkiewicz junior lubił fotografować modelki z bardzo bliska, stosował tak zwany ciasny kadr. Jego zdjęcia nie tuszowały niedoskonałości urody. Przeciwnie, uwydatniały skłonności do trądziku, spierzchnięte usta, fryzury w nieładzie. Modelki Witkacego nie zawsze są piękne. Każda jednak ma w urodzie coś intrygującego. Witkacy nie był cyniczny. Z jego listów wynika, że namiętności i uczucia, jakie żywił do kochanek, były szczere i nieudawane. Problem w tym, że autor „Szewców” był chorobliwie niestały i nikomu nie był w stanie dochować wierności. W jakimś sensie wykorzystywał kobiety do artystycznych celów. Były jego modelkami, które chętnie gościł w pracowni, i pierwowzorami postaci z jego sztuk i powieści „622 upadki Bunga”.

Z książki Czyńskiej o Witkacym dowiadujemy się wiele, jeszcze więcej o przedwojennym modelu kobiecości. Wśród kochanek Stanisława Ignacego Witkiewicza były i niedoświadczone nastolatki, i mieszczki, i arystokratki, i znane postacie artystycznych elit: Irena Solska, Lilka Pawlikowska, Zofia Żeleńska. Wszystkie go uwielbiały i wszystkie unieszczęśliwiał. Dziś można pomyśleć, że zaważył na tym nie tylko urok Witkacego, lecz także normy i stereotypy, które samym kobietom kazały postrzegać siebie w określony sposób.

Metafizyczny harem. Kobiety Witkacego | Małgorzata Czyńska | Znak 2016