Reprezentują różne gatunki, są bezkompromisowi i otwarci. W muzycznym świecie pojawiło się wielu ciekawych debiutantów. Na których warto zwrócić uwagę?
Polskie Agyness B. Marry, Mary Komasa, Baasch, a poza tym Denai Moore, Rae Morris, James Bay, Rhiannon Giddens, All We Are – ci wykonawcy dopiero zaczynają swoją muzyczną drogę. Wszyscy właśnie wydali debiutanckie długogrające płyty. Poruszają się w różnych muzycznych stylach, ale każdy z nich zasługuje na uwagę.
W najbliższy poniedziałek na półkach sklepowych wyląduje płyta, która na naszym rynku ma chyba najbardziej imponującą oprawę spośród debiutów ostatnich miesięcy. Mary Komasa już pod koniec zeszłego roku udzieliła wielu wywiadów, zapowiadając swój pierwszy krążek „Mary Komasa”. Płyta powstała w berlińskim LowSwing Studio pod okiem doświadczonego producenta Guya Sternberga. Zresztą Komasa mieszka na co dzień w stolicy Niemiec. Singiel z krążka „City of My Dreams”, do którego klip powstał w Nowym Jorku, został przez Agnieszkę Holland wybrany na ścieżkę dźwiękową do reżyserowanego przez nią serialu „Dziecko Rosemary”. Była modelka, która uczyła się śpiewu operowego i jak sama przyznaje, zamiast na koncerty rockowe chodzi na koncerty muzyki klasycznej, wypełniła swój album melancholijnym materiałem z nutą grozy. Angielskie teksty to niespecjalnie wesołe historie, m.in. o porzuceniu wielkiej miłości. Muzycznie rządzi tu elektronika, ale słychać też klimat rodem z new wave. Nie brakuje również surowych rockowych numerów („Oh Lord”).
Rockowym klimatem pobija Komasę, również śpiewająca po angielsku, Agnieszka Bukowska. Właśnie wydała pierwszy krążek ze swoim projektem Agyness B. Marry. 12 numerów z „Agyness B. Marry” to zachrypnięty wokal Bukowskiej (jak sama przyznaje, po części odpowiada za to spora ilość wypalanych papierosów), rzężące gitary i dynamiczna perkusja. W jednym z wywiadów powiedziała: „Przy nagrywaniu płyty słuchałam głównie Queens of the Stone Age”. Jej rock jest z jednej strony mocno osadzony w dźwiękach sprzed lat (nie tylko zagranicznych, momentami utwory przywodzą na myśl pierwsze rockowe granie Kasi Nosowskiej i Hey), a z drugiej niezwykle świeży i zagrany na pełnym luzie – pomagał w tym Maciej Cieślak, znany chociażby ze Ścianki. Agyness B. Marry jest rockowo bezkompromisowa jak ostatnie nagrania Jacka White’a.
Na zupełnie innym muzycznym biegunie operuje artysta ukrywający się pod pseudonimem Baasch. Muzyk dał się wcześniej poznać dzięki bardzo dobrej epce „Simple Dark & Romantic Songs”. Wystąpił na ważnych polskich festiwalach, skomponował muzykę do filmu Tomasza Wasilewskiego „Płynące wieżowce”. Wreszcie mamy pełnoprawny debiut Baascha. To coś dla fanów elektroniki spod znaku synthpopu, choć sam Baasch nie przyznaje się do szczególnych inspiracji tym gatunkiem. Muzyk zebrał wszystko co najlepsze w syntezatorowej muzyce z lat 80. i podał w nowym sosie. Wielu zapewne się zdziwi, że w Polsce ktoś robi tak światowo brzmiącą elektronikę.
Na zagranicznym podwórku jest nie mniej ciekawie. Rae Morris w Polsce mogliśmy posłuchać na żywo w 2012 roku, kiedy to wystąpiła jako support Finka. Schowana za klawiszami Rae śpiewająca niemal cały czas z zamkniętymi oczami stworzyła niezwykłą, intymną atmosferę. Pod koniec zeszłego roku Angielka trafiła na prestiżową dla młodych artystów listę BBC Sound of 2015. Teraz ukazał się jej pierwszy longplay „Unguarded”. Akustyczne dźwięki połączyła tu z electropopem. Momentami może przypominać dokonania Kate Bush z lat 80. Mam wrażenie, że na „Unguarded” jeszcze nie pokazała pełni swoich możliwości, ale to na pewno jedna z najciekawszych ambitnych pozycji popowych w ostatnim czasie. Na wspomnianej liście BBC Sound of 2015 znalazł się również inny brytyjski artysta, który właśnie wypuścił debiutancką płytę, James Bay. „Chaos and the Calm” wypełniają ballady zaśpiewane lekko zachrypniętym głosem z towarzyszeniem akustycznej gitary. Bay raczej nie porwie tym materiałem do tańca, ale romantycznym dziewczynom i nieszczęśliwie zakochanym chłopakom się spodoba.
Także z Wielkiej Brytanii trafi do nas za kilka dni inny wart uwagi debiutancki krążek. Chodzi o Denai Moore i jej „Elsewhere”. Denai zdążyła już wydać kilka EP-ek i dać sporo koncertów, także w Polsce. Na „Elsewhere” zachwyca soulowym wokalem i poważnymi tekstami. Jeszcze poważniej jest na płycie innej debiutantki, tym razem zza oceanu, Rhiannon Giddens. Płytę „Tomorrow Is My Turn” wyprodukował dla niej T-Bone Burnett. Giddens wykonuje tu klasyki, m.in. Niny Simone, Patsy Cline i Dolly Parton. Mieszając jazz, blues, country i soul, wokalistka nadaje każdej z piosenek nowe emocje swoim niezwykle sugestywnym, wzruszającym wokalem. Po zasłuchaniu się w „Tomorrow Is My Turn” nie pozostaje nic innego jak oczekiwanie na jej w pełni autorski krążek.
Na koniec wart uwagi zespół. Muzycy pochodzą z Norwegii, Irlandii i Brazylii. Spotkali się w Liverpoolu i tu założyli All We Are. Przyznają się do inspiracji dokonaniami Metronomy, TV On The Radio czy Bon Iver. Kiedy słyszy się ich pierwszy raz, można odnieść wrażenie, jakby Bee Gees postanowili nagrać nowoczesną indierockową płytę. Ich onirycznego materiału będziemy mogli posłuchać na żywo na początku września. All We Are wystąpią w Gdańsku na Soundrive Fest.