Życie obfitowało w to wszystko, do czego tak nieustannie dążymy. A mnie dopadło przygnębienie.

Tak, życie było obfite. Obfitowało w r z e c z y. Nasz podwójny garaż był ich tak pełny, że nie mieścił się w nim samochód. Szafy pękały od ubrań, których nienawidziłam (wiecznie nie miałam co na siebie włożyć!), a szuflady od zabawek, których wystarczyłoby dla całego przedszkola.

Życie obfitowało też w inne r z e c z y, te niematerialne: długi, niepokoje, stres. Było nerwowe i pośpieszne. Zbyt sztywno zaplanowane i pełne różnych zobowiązań, dalekie od tego, co naprawdę się liczy, i ciągle na granicy frustracji.

Zamiast przemyśleć nasze priorytety albo zastanowić się, czemu jesteśmy nieszczęśliwi, stawaliśmy się coraz bardziej zajęci. Dodawaliśmy kolejne punkty do list zakupów, zadań do zrealizowania i celów do osiągnięcia. Ciągle kupowaliśmy rzeczy, na które nie było nas stać. Kopaliśmy pod sobą coraz głębszy dołek, żeby dotrzymać kroku sąsiadom, nie zdając sobie sprawy, że stopniowo zamieniamy się w szczury uczestniczące w konsumpcyjnym wyścigu.

Kiedy urodziło się nasze drugie dziecko, zdiagnozowano u mnie głęboką depresję poporodową. W lepszych okresach byłam jak robot — wydajny, zimny, zupełnie bez uczuć. W najgorszych byłam koszmarna — wściekła, zgorzkniała, smutna. Nieustannie żywiłam jakieś urazy i miałam myśli samobójcze.

Pamiętam, jak siedząc w gabinecie psychiatrycznym, opowiadałam o poprzednim dniu i lęku, który mnie dopadał, za każdym razem, kiedy przestawałam działać. Lekarka spojrzała na mnie i zapytała: — A nie pomyślała pani kiedyś, że można robić mniej? Trochę zwolnić?

Serio? Robić mniej? Zwolnić? Mniejsza aktywność i powolny tryb życia — przecież to dla rozlazłych, nudnych i pozbawionych ambicji miernot. Dla średniaków! Szaraczków! Zwykłych zjadaczy chleba. Ja nie należałam do żadnej z tych kategorii i, szczerze mówiąc, czułam się urażona, że lekarka miała o mnie tak niskie mniemanie.

Psychiatra zasiała jednak w mojej chaotycznej głowie ziarno wątpliwości. Dopiero wiele dni później, kiedy rozpaczałam nad tym wszystkim, co muszę jeszcze zrobić, kim muszę być i co posiadać, zastanowiłam się nad jej słowami. Robić mniej? Zwolnić? W porządku. Może. Tylko jak? (fragm. książki, fot. archiwum autorki)

O tym „jak” opowiada ta książka. Po fazie upraszczania życia, o czym była mowa w bestsellerowym poradniku Prostota. Siła codziennych rytuałów, czas na znalezienie własnego rytmu. Powoli. Jak żyć we własnym rytmie Brooke McAlary to oparta na jej własnym doświadczeniu terapeutyczna opowieść o szukaniu drogi do dobrego życia i zestaw nowych, inspirujących wskazówek oraz ćwiczeń.

Brooke McAlary – autorka dwóch bestsellerowych poradników, producentka i gospodyni jednego z najpopularniejszych podcastów w kategorii „Health/Self-Help” na iTunes. Jej program The Slow Home ma już trzy i pół miliona pobrań. Mieszka w Australii z mężem i dwójką dzieci. 

Brooke McAlary •  Powoli. Jak żyć we własnym rytmie • przeł. Dorota Malina • Wydawnictwo Literackie • 3 października