Co znajdziemy w jesiennym repertuarze Teatru TV?

Ewa Millies-Lacroix: Na początku września zorganizujemy śniadanie prasowe i wtedy przedstawimy nasze plany do końca roku. Na razie mogę zdradzić repertuar na wrzesień. Ruszamy 10-tego premierą "Fryderyka", na podstawie książki Piotra Witta "Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie". To opowieść o młodości i pierwszych trudnych krokach Chopina w Paryżu. Spektakl w reżyserii Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej z Krzysztofem Szczepaniakiem w roli tytułowej. A tydzień później pokażemy premierę "Ostatniego hrabiego", czyli historii o Edwardzie Bernardzie Raczyńskim, którego zagrał Olgierd Łukaszewicz. Przedstawienie w reżyserii Krzysztofa Magowskiego.

Obchodzimy setną rocznicę odzyskania niepodległości. W jaki sposób uczci to Teatr TV?

E. M.-L.: Pomyśleliśmy o tej naszej rocznicy odzyskania niepodległości, o czym zresztą wspominałam już podczas ważnej debaty na temat teatru w 2017 r. w Belwederze, jako o cyklu zdarzeń. Potraktowałam dwa sezony Teatru TV 2017/18 i 2018/19 jako całość, jako sezony polskie, podczas których chcemy się skupić na naszej historii. Dlatego np. 5 grudnia 2017 r. pojawiła się premiera "Marszałka", a potem kolejne spektakle związane z wielkimi Polakami, jak np. Kościuszko w "Lekcji polskiego". To także myślenie o klasyce polskiej zagranej w nowych inscenizacjach.

Ukoronowaniem będzie początek tego sezonu, czyli wrzesień-grudzień 2018 r. Chcielibyśmy, aby nasz repertuar ukazywał i dotykał ważnych spraw i postaci Polaków; stąd pokażemy spektakle o Fryderyku Chopinie, o Edwardzie Bernardzie Raczyńskim, o prymasie Auguście Hlondzie, Tadeuszu Rejtanie. Zależy mi, by polski rok w Teatrze TV zakończył się "Weselem" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego.

Ta rozmowa to dobra okazja do oceny zakończonego na początku lipca 18. Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji "Dwa Teatry - Sopot 2018", podczas którego w konkursie zaprezentowano rekordową liczbę 25 przedstawień telewizyjnych, w tym 15 widowisk zrealizowanych specjalnie dla Teatru TV. Pokazano też 10 spektakli przeniesionych z polskich teatrów. Wśród festiwalowych nowości wymienić można prezentację przedstawień telewizyjnych w dwóch salach sopockiego Multikina oraz w Muzeum II Wojny Światowej, a także aż 11 spotkań artystów z publicznością.

E. M.-L.: To prawda, byliśmy w tym roku obecni w całym Trójmieście. Spektakle pokazywaliśmy też w gdyńskim Centrum Filmowym. Drugą nowością, z której bardzo się cieszę, były obrady młodzieżowego jury, złożonego z osiemnastolatków, czyli równolatków festiwalu. Oglądali wszystkie spektakle, musieli napisać uzasadnienie swojego werdyktu. Przyznam, że niecierpliwie czekaliśmy na ich osąd. Po raz trzeci swoją nagrodę przyznawała też publiczność.

Można też pochwalić się tym, że jeżeli ktoś nie mógł być na "Dwóch Teatrach", a chciał przynajmniej trochę śledzić to, co się tam działo - miał wszystkie spektakle konkursowe dostępne w systemie VOD. Dzięki temu był to festiwal nie tylko dla tych, którzy w tym czasie byli w Trójmieście.

Bardzo nas cieszy tak duża liczba premier obecnych w konkursie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jury pod przewodnictwem Waldemara Krzystka miało ogromny kłopot, by z tak wielu godnych wyróżnienia przedstawień i ról, wybrać po jednym laureacie w danej kategorii.

Recenzenci i komentatorzy pisali o festiwalu, że "tym razem zwyciężyła historia". Przypomnę, że Grand Prix zdobyła "Inspekcja" Grzegorza Królikiewicza i Jacka Ragnisa-Królikiewicza o losach polskich więźniów zamordowanych w Katyniu, a np. nagrodę "za oryginalny tekst współczesny" otrzymał Wojciech Tomczyk za napisanego dla Teatru TV "Marszałka". Za rolę męską nagrodzono Mariusza Bonaszewskiego, kreującego Piłsudskiego w tym przedstawieniu. Nagrodę za reżyserię odebrał Jan Englert za "Spiskowców" wg Josepha Conrada Korzeniowskiego, a np. nagrodę im. Krzysztofa Zaleskiego "za twórczość odrzucającą stereotypy i łatwe nowinki, umocowaną w pamięci i historii" przyznano Robertowi Talarczykowi, reżyserowi "Wujka'81. Czarnej ballady".

E. M.-L.: Podkreślę dwie sprawy. Przeszłość "to jest dziś, tylko cokolwiek dalej" - jak mawiał Norwid. Tak naprawdę ona nas bardzo dotyczy, z niej czerpiemy wiedzę o naszym świecie i uczymy się, jak żyć i postępować. Te wspomniane nagrody - jak się okazało - były zgodne z tym, co wybierali przez cały sezon widzowie Teatru TV, którzy wyraźnie woleli oglądać spektakle, dotykające historycznie ważnych postaci Polaków - takich jak Piłsudski. Problematyka tych przedstawień była na tyle istotna, że zwracano na nie uwagę.

Z drugiej strony mogę powiedzieć, że nagrodę publiczności otrzymał zupełnie "niehistoryczny" spektakl "Rio" w reżyserii Redbada Klynstry-Komarnickiego, a nagrody aktorskie za role kobiece otrzymały Maria Pakulnis za rolę w "Victorii" i Agnieszka Warchulska za występ w przedstawieniu Łukasza Wylężałka pt. "Alibi".

Podkreślę jedno - zabrakło nagród, a tych szczególnie aktorskich mogło być dużo, dużo więcej. Wspomnę tylko o szeregu wyróżnień i o znakomitej, nowej nagrodzie ZASP-u, którą otrzymały Ewa Dałkowska i Edyta Jungowska grające we współczesnej historii "Lekcje miłości". Sądzę, że tym się należy chwalić i z tego cieszyć, iż w Teatrze TV powstaje tak wiele wspaniałych kreacji.

Młodzieżowe jury nagrodziło "Emigrantów" Mrożka w reżyserii Piotra Cyrwusa za "mistrzowskie otwarcie mrożkowskiej konserwy".

E. M.-L.: To mi się bardzo spodobało, bo ci młodzi ludzie myśleli zupełnie niezależnie. Sądzili, że Mrożek jest już zupełnie archaiczny, stary i przebrzmiały - a nagle odkryli, że jego tekst przemawia do nich. Odbierali to przedstawienie bez obciążeń historycznych i teatrologicznych.

 Laureatami Wielkiej Nagrody 18. Festiwalu "Dwa Teatry - Sopot 2018" za wybitne kreacje aktorskie w Teatrze PR i Teatrze TV zostali Barbara Krafftówna i Franciszek Pieczka.

E. M.-L.: To wyjątkowy zaszczyt dla nas, że tak uwielbiani przez miliony telewidzów i radiowych słuchaczy artyści - o takim ogromnym zaufaniu widzów, tak bardzo charakterystyczni i po ludzku wspaniali - przyjęli te wielkie nagrody naszego festiwalu. Było to tym bardziej radosne święto, że Barbara Krafftówna w tym ostatnim sezonie teatru telewizji zagrała wybitną rolę Markizy w "Biesiadzie u hrabiny Kotłubaj" w reżyserii Roberta Glińskiego. Sopockie spotkania z tymi wielkimi osobowościami polskiej sceny, ekranu, filmu cieszyły się wielkim powodzeniem. Dla niektórych zawsze pozostaną Honoratką i Gustlikiem z "Czterech pancernych i psa" - innym kojarzyć się będą zupełnie inaczej, ale wszyscy darzą ich miłością i podziwiają sprawność warsztatową oraz osobowości. Mam nadzieję, że nagrody w Sopocie natchnęły wielu reżyserów, by tym niezwykłym aktorom zaproponować kolejne role.

Niektórzy krytycy i obserwatorzy przedstawień w Teatrze TV zauważyli, że sporo jest realizacji historycznych, pojawiają się udane aktualizacje klasyki jak np. "Żabusia" Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz czy "Pan Jowialski" Aleksandra Fredry w reżyserii Artura Żmijewskiego, ale brakuje w jego repertuarze tekstów współczesnych, napisanych specjalnie dla telewizji.

E. M.-L.: Przypomnę, że akurat specjalnie dla Teatru TV został napisany "Marszałek" Wojciecha Tomczyka, "Okno na tamtą stronę" Artura Hofmana czy "Wojna, moja miłość" Dominika Rettingera o Krystynie Skarbek. Nowe jest "Rio" Marka Kochana. Powstał też zupełnie niezwiązany z historią dramat telewizyjny "Alibi" Łukasza Wylężałka. Na razie mieliśmy ok. 19 premier w Teatrze TV w programie I, bo jak wiadomo w TVP Kultura prezentowane są przeniesienia z przedstawień z polskich teatrów. Tak wyglądają proporcje.

Myślę jednak, że warto czekać na kolejne sezony Teatru TV, bo czym dłużej nasza telewizyjna scena będzie "zamieszkiwała" pasmo w programie I - tym tych spektakli będzie więcej. I można się spodziewać większej liczby tych tematów i tekstów współczesnych napisanych specjalnie dla nas.

Rozmawiał: Grzegorz Janikowski