statystyki

„Płać, ile chcesz” za bilet do teatru i muzeum? To działa [OPINIA]

autor: Peter Szewczyk, Katarzyna Zagórska07.05.2018, 07:44; Aktualizacja: 07.05.2018, 08:51
Metropolitan Museum of Art

Naturalnie, jest to ryzyko. Podejmują je dyrektorzy mocno wierzący w misję instytucji dostępnej dla wszystkich, w jakość sztuki, którą prezentują, w publiczność, która ich odwiedza, oraz precyzyjnie badający, jak mogą stworzyć warunki zachęcające do wyższych wpłat. Wtedy „płać, ile chcesz” sprawdza się nawet i przez pół wieku. The Met wyjaśniło odejście od tego modelu w prosty sposób: nie byliśmy skuteczni w skłanianiu ludzi do płacenia ceny sugerowanej. Nic dodać, nic ująć. Na zdjęciu: Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorkuźródło: ShutterStock

GRAPE | TŁOCZONE Z DANYCH Na początku stycznia (po 48 latach!) największe nowojorskie muzeum – The Metropolitan Museum of Art, potocznie The Met, zrezygnowało z zasady „sam zdecyduj o cenie za wstęp”. Zdawać by się mogło, że w obecnych realiach utrzymanie muzeum z dobrowolnych wpłat graniczy z niemożliwością równą przebiegnięciu maratonu na pustyni Namib bez łyka wody. A wcale nie! The Met to wyjątek. W samym Nowym Jorku jeszcze kilkanaście muzeów funkcjonuje częściowo lub całościowo w schemacie „płać, ile chcesz”, z angielskiego, PWYW (pay what you want). Wśród nich nie zabrakło słynnego muzeum Guggenheima.

Czy byliście kiedyś w teatrze lub muzeum, w którym za bilet można było zapłacić, ile się chciało? Na spacerze ulicami najpiękniejszych miast z „darmowym” przewodnikiem? W zabytkowym kościele zbierającym datki na konserwację? A płytę „In Rainbows” Radiohead online ktoś kupił? Albo grę z HumbleBundle? Albo książkę z BookRage? Ile zapłaciliście? Nie musicie mówić – jest wysoka szansa, że daliście coś od siebie. Tylko czy to „coś” wystarcza, aby utrzymać instytucje kultury?

Jedno z nas postanowiło kiedyś sprawdzić, czy do Met można wejść za 50 centów. Racja, trochę obciach. W drodze do kasy lekki rumieniec wstydu. Spojrzenie kasjera. I sukces. Bilet w ręku. Tylko to poczucie wewnętrznego niesmaku... Takie zażenowanie jest naukowo wytłumaczalne: wybór wysokości zapłaty za dobro kultury to rodzaj zachowania prospołecznego, obarczonego szeregiem zwyczajów, norm, nakazów i zakazów. Uri Gneezy (Uniwersytet Kalifornijski, San Diego) pokazał, że otrzymując ofertę samodzielnego decydowania o cenie, niezwykle rzadko wybieramy opcję zero. Gneezy objaśnia, że zwykle wybierzemy kwotę, która zasygnalizuje innym, kasjerowi czy stojącej obok bliskiej osobie, nasze wartościowanie tego doświadczenia. Wpłacamy kwotę, która zapobiega negatywnemu wizerunkowi własnej osoby i występującemu w następstwie złemu samopoczuciu. Naturalnie, gdy nikt nie widzi, płacących centa zamiast 10 dolarów jest więcej. Ale wpłaty przed kasjerem czy w grupie znajomych są wyższe. Nawet jeśli anonimowo weszlibyśmy za kompletną darmochę, w warunkach „społecznych” zapłacimy znacznie więcej: nieanonimowa dobrowolność pozwala uciec od darmowości.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • pas964(2018-05-17 16:07) Zgłoś naruszenie 00

    Ja płacę przede wszystkim adekwatnie do moich dochodów a nie wg tego co dla mnie najważniejsze.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie