"Starzy fani PitBulla znajdą w tym filmie romantyzm służby dochodzeniowej oraz dodatek w postaci kilkuset złotych. A jednocześnie jest tutaj więcej akcji, są pościgi samochodowe i strzelanki oraz nowe postaci" - powiedział PAP aktor Marcin Dorociński, podczas wtorkowej premiery filmu "Pitbull. Ostatni pies". Jak dodał odtwórca postaci "Despera", "stary PitBull był dramatem obyczajowym, a tutaj jest on połączony z sensacją i kinem megaakcji".

Akcja filmu, którego premiera odbyła się w warszawskim Multikinie Złote Tarasy, rozpoczyna się od śmierci jednego z policjantów, po której do stolicy przybywają rozsiani po całej Polsce doświadczeni funkcjonariusze - znani z pierwszej odsłony filmu "PitBull" "Nielat" (zwany obecnie "Quantico"), "Metyl" oraz "Despero". Tymczasem w Warszawie gangi z Wołomina i Pruszkowa toczą coraz bardziej brutalną walkę o dominację nad miastem.

Pitbull: Ostatni Pies (2018) Zwiastun oficjalny

Najnowszą odsłonę policyjnej opowieści, wyreżyserował Władysław Pasikowski, będący również twórcą scenariusza. Jak powiedział PAP Marcin Dorociński, reżyser "Psów" "bardzo dobrze odrobił tę lekcję". "Napisał teksty, które - mam wrażenie - są wyjęte sprzed kilkunastu lat, a jednocześnie stworzył nowe, które mieszają się z tamtymi. On się bawi, stosuje cytaty - mamy tu grę słowami, w której Pasikowski jest mistrzem" - podkreślił filmowy "Despero".

Na planie po raz pierwszy od czasu "PitBulla" Vegi z 2005 r. spotkali się aktorzy wcielający się w policjantów - Marcin Dorociński ("Despero"), Krzysztof Stroiński ("Metyl") oraz Rafał Mohr ("Nielat" vel "Quantico").

"Zastajemy Sławka nie tam, gdzie chciałby być i w sytuacji, w jakiej nie chciałby być. Nagle, zza światów zjawiają się jego koledzy i mówią, że jest akcja do wykonania. Przychodzą z propozycją nie do odrzucenia, ale też nie wiedzą do końca, kim on teraz jest" - przedstawił swoją postać Dorociński.

Jak podkreślił aktor, wcielający się w policjantów aktorzy zaliczyli "niesamowity powrót". "To ja namówiłem chłopaków, żeby wrócili do tego filmu i żebyśmy zrobili to jeszcze raz, z takim dowódcą jakim jest Władysław Pasikowski" - podkreślił Dorociński. "Kiedy spotkaliśmy się na planie i spojrzeliśmy sobie w oczy, to pojawiło coś takiego, co mieliśmy podczas kręcenia pierwszych scen w 2004 r. I to było niesamowite" - dodał aktor.

"Jasne, że posiwieliśmy, że wiele w naszym życiu filmowym i prywatnym się zdarzyło i te postaci w filmie się zmieniły. Natomiast pojawił się ten sam błysk, ta sama iskra przyjaźni, wspólnej walki i pamięć o tym, gdzie - jak na początku tłumaczył "Benek" (Janusz Gajos) "Nielatowi" (Mohr) - +jest barykada+" - podkreślił Dorociński.

Pytany o to, co w najnowszej odsłonie filmowego "Pitbulla" znajdą zarówno fani jego pierwowzoru, jak i miłośnicy dwóch ostatnich filmów w reżyserii Patryka Vegi, Dorociński podkreślił, że "udało się tu połączyć przeszłość z teraźniejszością". "Myślę, że w tym filmie każdy znajdzie coś dla siebie. On jest bardzo szczery wobec widza, nie jest na wyrost. Mnie na tym strasznie zależało" - powiedział aktor.

Również odtwórca postaci "Quantico" Rafał Mohr podkreślił, że miłośnicy pierwszej kinowej odsłony oraz serialu z 2005 r., "znajdą tu kontynuację postaci, ale też nową jakość, nowy sposób opowiadania tej historii".

Jak powiedział PAP Mohr, współpraca z Pasikowskim miała dla niego szczególne znaczenie. "Debiutowałem u niego w filmie Słodko-gorzki w 1996 r. Byłem bardzo młody, studiowałem na pierwszym roku i nic nie umiałem. Także tym bardziej cieszyłem się, że mogłem zaoferować mu to, czego się przez te wszystkie lata nauczyłem" - podkreślił filmowy "Quantico".

Z kolei Adam Woronowicz, który w filmie wciela się w postać gangstera "Juniora" zauważył, że scenariusz napisany przez Pasikowskiego był niezwykle pomocy w kreowaniu tej postaci. "Fajnie to było napisane, ta przemiana - nie ze złego na dobrego, tylko ze złego na jeszcze bardziej złego; bardzo mi się podoba. Bardzo dobrze pracowało mi się nad scenariuszem" - podkreślił aktor.

Choć bohater kreowany przez Woronowicza pojawia się w "Pitbullu" po raz pierwszy, aktor podkreślił, że cieszy się, iż znane już postaci wróciły na ekran. "Nie mamy zamiaru konkurowania. Nie wchodziliśmy na plan z jakąś ideą, która nam przyświecała - że zrobimy coś innego. Wręcz odwrotnie - nic nam nie +odcinało tlenu+. Po prostu realizowaliśmy scenariusz, który został skonstruowany przez Władysława, i chcieliśmy go nakręcić. I tyle" - ocenił aktor.

Film "Pitbull. Ostatni pies" będzie można oglądać w kinach od czwartku. W pozostałych rolach wystąpią m.in. Marian Dziędziel, Cezary Pazura, Dorota "Doda" Rabczewska i Agnieszka Kawiorska.