statystyki

Radziecka nauka: Ignoranci, szaleńcy i kilku geniuszy

autor: Piotr Kofta17.11.2017, 10:00; Aktualizacja: 17.11.2017, 10:39
Jak pisze Simon Ings w książce „Stalin i naukowcy”, „w latach 80. XX wieku Związek Radziecki i jego państwa satelickie miały dwukrotnie więcej naukowców w przeliczeniu na liczbę ludności niż Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia."

Jak pisze Simon Ings w książce „Stalin i naukowcy”, „w latach 80. XX wieku Związek Radziecki i jego państwa satelickie miały dwukrotnie więcej naukowców w przeliczeniu na liczbę ludności niż Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia."źródło: Wikimedia Commons

W sowieckim systemie badań naukowych było miejsce dla kilku geniuszy. Lecz dominowali ignoranci i szaleńcy

Reklama


Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o radzieckiej nauce? INBADCZAM, czyli Instytut Badania Czarów i Magii z powieści Arkadija i Borysa Strugackich („Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Bajka o Trójce”). Niby to fantastyka, ale zarazem – na tyle, na ile się dało w epoce wczesnego Breżniewa – złośliwa satyra na specyfikę uprawiania nauki w totalitaryzmie. W kraju, który – teoretycznie – wyniósł dyscypliny badawcze na piedestał, czyniąc je obiektem państwowego kultu. W praktyce zaś zadusił naukę ideologiczną sztywnością, monstrualną biurokracją, niewydolnością gospodarki, promowaniem ambitnych miernot i osobliwą słabością do podejrzanego ekscentryzmu, jeśli tylko stała za nim obietnica obfitych zbiorów gruszek, przeważnie tych rosnących na wierzbach. U Strugackich – którzy wiedzieli, o czym piszą, bo jeden z nich (Arkadij) pracował w moskiewskich wydawnictwach i Instytucie Informacji Naukowej, drugi zaś (Borys) był astronomem i informatykiem – bohaterowie z idealistycznym uporem toczą walkę nie tylko z materią badawczą, lecz przede wszystkim z absurdem codziennego doświadczania sowieckiej rzeczywistości.

Oczywiście odbity w krzywym zwierciadle INBADCZAM-u świat to istna kraina łagodności – prawdziwe tornada i cyklony przetoczyły się nad tym oceanem wcześniej, w czasach stalinowskich. W kraju Chruszczowa i Breżniewa zamykano ludzi nauki w szpitalach psychiatrycznych z orzeczeniem „schizofrenii bezobjawowej”, jeśli przyszło im do głowy, by się buntować, mieć poglądy odmienne od aktualnie obowiązującej linii albo krytykować władze za pomocą marksistowskiej terminologii (to było dla partii szczególnie irytujące, stąd diagnozy w rodzaju „rozszczepienia osobowości” bądź „filozoficznej intoksykacji”), niemniej – przeważnie – nie zabijano.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Reklama