statystyki

Prawda ekranu, prawda czasu. Jak seriale mitologizują historię i pogłębiają społeczne podziały

autor: Andrzej Godlewski03.03.2017, 08:30; Aktualizacja: 03.03.2017, 09:15
Kard z serialu "Tabu"

Kard z serialu "Tabu"źródło: Materiały Prasowe

Od „Wspaniałego stulecia” po „Downton Abbey” – seriale kostiumowe cieszą się olbrzymią popularnością i coraz bardziej mitologizują historię. I pogłębiają społeczne podziały.

Reklama


W ostatnią sobotę lutego wyjaśniło się niemal wszystko. Amerykańskie służby nie mogą się bezkarnie panoszyć w Wielkiej Brytanii, również największe korporacje muszą się liczyć ze zdaniem brytyjskiego rządu. Na razie nie ma groźby wybuchu konfliktu między Waszyngtonem a Londynem, choć niejasne jest, kto przejmie zyski z handlu między Kanadą a Chinami. Te kwestie znalazły odpowiedzi nie dlatego, że doszło do tajnych rozmów prezydenta Donalda Trumpa i premier Theresy May. Amerykańsko-brytyjskie problemy zostały częściowo rozwiązane, bo telewizja BBC One zakończyła emisję serialu „Tabu”. Ta niezwykle mroczna produkcja była popularna na Wyspach i mocno tam dyskutowana.

Akcja serialu rozgrywa się w 1814 r. i jest to kolejna produkcja telewizyjna, która przenosi Brytyjczyków w czasy ich dawnego Imperium. Ponieważ jest doskonale zrobiona, losy bohaterów są fascynujące, niektórym widzom może się wydawać, że historia zmieszana z literacką fikcją jest rzeczywistością, w której dzisiaj żyją. W jaki sposób zwiększyć zyski z handlu z Chińczykami? – zastanawiają się w „Tabu” przewodniczący Kompanii Wschodnioindyjskiej i główny bohater James Delaney. „Będziemy kontynuować złotą erę w relacjach chińsko-brytyjskich” – mówiła niedawno premier May i zapowiedziała swoją wizytę w Chinach w drugiej połowie tego roku. Po wyjściu z Unii Europejskiej Wielka Brytania ma stać się prawdziwie wielka i globalna – czyli taka, jaką była w przeszłości, i taka, jaką jest dziś w serialach historycznych.

Wielkie fantazje Erdogana

W obliczu mojego narodu potępiam reżysera tego serialu i właściciela stacji telewizyjnej. Powiadomiliśmy już stosowne władze i czekamy na ich decyzję w sprawie kroków prawnych – mówił w 2012 r. Recep Erdogan, ówczesny premier Turcji. Było to przy okazji otwarcia nowego lotniska pod Ankarą, ale nie nowa inwestycja, lecz serial o przeszłości był najważniejszym tematem tamtego wystąpienia. Erdoganowi chodziło o „Wspaniałe stulecie”, który od ponad roku dominowało na rynku telewizyjnym w Turcji i stopniowo zdobywało Bałkany, Bliski Wschód, środkową Azję i północną Afrykę. Widzów masowo przyciągały przed telewizory losy Sulejmana Wspaniałego, który w XVI w. zawojował dużą część znanego wówczas świata, a jego imperium rozciągało się od Budapesztu po Mekkę i od Algieru po Bagdad. To za czasów tego sułtana miało miejsce pierwsze oblężenie Wiednia. Nigdy wcześniej ani nigdy później Imperium Otomańskie nie było tak potężne. Jest paradoksem historii, że po 500 latach Sulejman Wspaniały jako telewizyjny bohater zwycięsko powrócił na tereny dawnego mocarstwa. Jest również paradoksem, że ten powrót nie podobał się Recepowi Erdoganowi, który wprost nawiązuje do złotego wieku Imperium Otomańskiego.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Reklama